fbpx

 

Poniżej króciutki wywiad z Anią założycielką afterworkout, który przybliży historie powstania kremu. Wywiad pojawił się w magazynie BeActive.

 

Wywiad z Anią

Delikatna, drobna blondynka o figlarnym spojrzeniu miała być panią biotechnolog. Nigdy nie przypuszczała, że wkręci się w sport do tego stopnia, że zapragnie zostać trenerką personalną i będzie zajmować się crossfitem, o którym wówczas mało kto jeszcze słyszał. Los jednak chciał, że wróciła do biotechnologii – wymyśliła regenerujący krem dla sportowców, którzy mocno eksploatują dłonie. Historia Ani Kropisz pokazuje, że życie lubi zaskakiwać i że warto słuchać siebie

Czy kiedyś przypuszczałaś, że będziesz trenerką personalną? Miałaś zostać przecież biotechnologiem…

Szczerze mówiąc kilka lat temu w ogóle nie pomyślałabym, że będę zawodowo zajmować się sportem. Długo szukałam swojej drogi. Skończyłam studia, potem zrobiłam jeszcze studia podyplomowe, a w międzyczasie urodziłam córkę. Gdy siedziałam z Julką w domu nagle poczułam, że muszę zacząć coś ze sobą robić, że chcę się ruszać. No i zaczęłam ćwi- czyć z Ewą. Kiedy odpaliłam „Killera” padłam po pierwszej rundzie, co dobrze pokazuje, że nie byłam w najlepszej formie (śmiech). Na początku trenowałam w czasie drzemek Julii. Gdy jednak córeczka nagle się budziła, musiałam przerywać trening. Postanowiłam więc wstawać o szóstej rano, by mieć godzinę na spokojne ćwiczenia. Ale później to również przestało mi wystarczać. Zapisałam się na siłownię. Rano ćwiczyłam z Ewą, a po południu na siłce.

Czy po ciąży miałaś problemy z figurą – chciałaś schudnąć?

Nie – ważyłam tylko 48 kg. Ale też wyglądałam jak typowa „skinny fat”, czyli osoba, która pozornie jest szczupła, ale tak naprawdę ma więcej tłuszczu niż mięśni. Teraz moja sylwetka, mimo że ważę więcej, zmieniła się na korzyść.

A jaka była reakcja rodziny na twoją nową pasję?

Początkowo mąż był zaskoczony, ale potem przyznał, że podziwia mnie za to, że potrafię wstać o szóstej rano tylko po to, by w spokoju poćwiczyć. Zresztą sam też ostro wziął się za siebie. Zaczął chodzić na siłownię i biegać, schudł 10 kg. To on namówił mnie, żebym poszła na kurs trenera personalnego.

Jak w twoim życiu pojawił się crossfit?

Przez przypadek. Na początku mojej drogi trenerskiej, podczas jednego ze szkoleń, które odbywało się we Wrocławiu poznałam świetnych ludzi, którzy pokazali mi, na czym polega trening crossfittowy i jak cudownie można się przy nim „sponiewierać”. Było super! Myślę, że to był przełomowy moment, bo nagle poczułam, że właśnie to chcę robić! Podczas tego pierwszego treningu naderwałam sobie mięsień czworogłowy uda i wracając do domu, ledwo wysiadłam z pociągu. To mnie jednak nie zraziło, tak bardzo podobały mi się zajęcia. Później szukałam już tylko kursów cross towych. Gdy w Częstochowie powstał pierwszy boks do cross tu, dostałam tam pracę i zrobiłam Cross t Level 1

Kto przychodzi na twoje zajęcia?

Zarówno mężczyźni, jak i kobiety. W dzisiejszych czasach dziewczyny chcą pokazać swoją siłę, udowodnić, że też potrafią podnosić ciężary czy chodzić na rękach. Jako trenerka widzę, że kobiety mają silniejszy charakter, nie odpuszczają tak łatwo, więc zwykle szybciej niż faceci robią postępy. Uwielbiam obserwować przemianę kobiet. Patrzeć, jak po miesiącu czy dwóch ćwiczeń zaczynają nie tylko lepiej wyglądać, ale też stają się bardziej pewne siebie. Inaczej chodzą, mówią, emanuje z nich radość życia.

A jak wpadłaś na pomysł stworzenia kremu przeznaczonego specjalnie do pielęgnacji dłoni sportowców?

Jak to się mówi: „potrzeba matką wynalazków”. Po intensywnym treningu ze sztangą, kettlem czy drążkiem dłonie są przeważnie mocno zniszczone. Pojawiają się na nich odciski, a często bolesne rany. Magnezja, czyli proszek, którego używa się, by ręce nie ślizgały się np. na sztandze, dodatkowo je wysusza. To był dla mnie poważny problem, bo przez pozdzierane dłonie nie mogłam ćwiczyć dzień po dniu. Chodziłam po drogeriach i aptekach, próbowałam różnych specy ków, ale żaden nie pomagał. Pomyślałam wtedy: „Kurczę, dlaczego nie ma czegoś takiego na rynku?!”. I zgłosiłam się do swojego profesora ze studiów. Razem opracowaliśmy recepturę kremu Afterworkout. Kolej- ne próbki mikstur testowałam na sobie i znajomych, aż po pół roku znaleźliśmy idealny skład. Krem jest w 100% naturalny, w dodatku działa antybakteryjnie, więc można stosować go na otwarte rany. Dziś kremu używają nie tylko crossfiterzy, ale też inni sportowcy, którzy eksploatują dłonie, bo np. zajmują się wspinaczką czy wioślarstwem

Jakie masz plany?

Chciałabym stworzyć kolejny krem, tym razem do codziennej pielęgnacji dłoni dla sportowców, który będzie współgrał z tym pierwszym kremem regenerującym. No i dalej zamierzam zajmować się crossfitem, chcę ukończyć Level 2. Planuję również stworzyć program zajęć dla kobiet w ciąży, bo widzę, że jest coraz więcej dziewczyn w odmiennym stanie, które mogą i chcą ćwiczyć, ale trudno im znaleźć jakieś fajne zajęcia. Podbiję więc kolejną niszę (śmiech).